Wiadomości tygodnia

W Rykach dogrywka

Wstępne wyniki niedzielnego głosowania wskazują, że w Rykach odbędzie się druga tura wyborów na burmistrza. ...

czytaj więcej

.

Nasz nRegion w twoim domu!

Chcesz aby Tygodnik Nasz nRegion docierał bezpośrednio do twojego domu?

czytaj więcej

Komunii nie będzie

To już pewne – w tym roku w naszym regionie nie będzie I Komunii Świętej. Zawiedzione ...

czytaj więcej

E-Dęblin E-Dęblin E-Dęblin Reklama E-Ryki
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta

Dęblin, reklama
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta
Reklama
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta
Ryki, reklama, Warowny
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta

Ostatni garncarz w regionie

W Baranowie i okolicach jeszcze pół wieku temu było ich ponad 40-stu.

Zawodowi garncarze z tych stron cieszyli się renomą w całej Lubelszczyźnie, a ich naczynia sprzedawały się od Lubartowa po Kazimierz Dolny. Teraz został już tylko jeden. 

Władysław Maśny z gliny potrafi zrobić właściwie wszystko. Nie tylko garnek, czy doniczkę, ale również artystyczne, piekielnie skomplikowane rzeźby, domki, drzewa. Wydaje się, że granicą jest tylko wyobraźnia. Kiedyś, tak jak jego ojciec, był zawodowcem. Teraz została tylko pasja, stary piec, garść dyplomów i umiejętność, która obecnie należy do rzadkości.

W.Maśny1Jego przygoda z garncarstwem zaczęła się w latach 70-tych. Gdy był dzieckiem podglądał, jak gliniane naczynia wyczarowuje jego ojciec. W wieku 14 lat sam spróbował swych sił. Po kilku tygodniach prób i błędów zaczęło mu wychodzić, więc tworzył kolejne i kolejne, dziesiątki, setki glinianych naczyń, aż doszedł do perfekcji.

W tamtych latach z garncarstwa w naszym kraju można się było utrzymać. Rodzimy przemysł nie zaspokajał popytu na naczynia, toteż wiele osób zaopatrywało się na targowiskach, u handlarzy. Jednym z takich handlarzy stał się także pan Władysław.

– Sprzedawało się w Puławach, Rykach, Kocku, Dęblinie, Lubartowie – wymienia jednym tchem. W tym ostatnim miasteczku swoje wyroby sprzedawał do sklepu.

W.Maśny2– To było u Cieślakowej. Śmieszna historia, bo od nas ludzie nie chcieli brać, narzekali, że drogo, a te same wyroby ze sklepu kupowali po dwa razy wyższej cenie. Po prostu przychodzi i płacili – opowiada.

Kryzys na gliniany biznes zaczął się w latach 80-tych. Ludzie, zamiast jako rzeczy użytkowe, gliniane naczynia zaczęli postrzegać jedynie przez pryzmat ozdób. A tych sprzedawało się mniej. Czasem trafił się jakiś bogaty klient z Puław, czy z Kazimierza Dolnego, który wymarzył sobie flakon do restauracji, ale popyt z roku na rok spadał. W końcu nasz bohater nie będąc w stanie przetrwać na rynku, który zaczął być zalewany przez plastikowe naczynia w 1987 roku zdecydował o zawieszeniu działalności. Piec, który w latach świetności potrafił nagrzać się do ponad 1000 stopni na wiele lat zastygł, a on sam musiał zająć się budowlanką.

O tym, że nadal pamięta jak się robi naczynia z gliny przekonał się 10 lat temu, kiedy pierwszy raz po długiej przerwie wziął do ręki kawałek urobionej gliny i uruchomił koło garncarskie. Od tamtego czasu współpracuje z lokalnymi Kołami Gospodyń Wiejskich, stowarzyszeniami i fundacjami, które organizują różne spotkania z twórcami ludowymi.

– Wczoraj byłem w Janowcu na zaproszenie Koła Kobiet Aktywnych. Zainteresowanie było spore – mówi pan Maśny, ale jak przyznaje, nie stać go na to, żeby jeździć wszędzie, gdzie go zaproszą. A zaproszenia potrafią nadejść nawet z Hrubieszowa, czy Chełma.

Mimo tego, że należy do lubelskiego Stowarzyszenia Twórców Ludowych nie czuje, żeby udział w tej organizacji dawał mu jakieś profity.

– Po prostu płaci się składki – mówi. Złote lata garncarstwa już nie wrócą. Obecnie zamiast tworzyć jednakowe naczynia na skalę przemysłową, woli popracować dłużej nad czymś bardziej wymagającym. Zachowując przy tym estetykę i wzory typowe dla swojego regionu, typowe dla ziemi baranowskiej. Bo każdy region ma własny wzór, taki sam od dziesięcioleci. Tworzy, więc skomplikowane konstrukcje, rzeźby, domki.

– To taka improwizacja własna, żeby nie wyjść z wprawy, dla siebie. Jeżeli mi się nudzi to siadam i coś robię, tak żeby nie zwariować. To daje satysfakcję – wyjaśnia.

 

RS

 

 

Ramka

Jak to się robi?

Żeby powstał nawet najprostszy garnek należy zacząć od zdobycia surowca, czyli gliny. Tę można wykopać z wyrobiska, ale żeby nadawała się do ulepienia z niej czegokolwiek musi przejść proces tak zwanego urabiania. Nasz bohater do tego celu ma specjalne urządzenie przypominające ogromną maszynkę do mięsa z korbą i kratką, z której wychodzi rozdrobniony surowiec. Poza tym dobry garncarz ma również koło (tradycyjne napędzane nogą, lub elektryczne) oraz piec.

Najtrudniejszą rzeczą jest formowanie naczynia. Trzeba mieć dobrą koordynację, precyzję, wyobraźnię, trochę fantazji i ogromną ilość cierpliwości, bo czasem nawet najlepsze naczynie potrafi pęknąć lub pozginać się pod wpływem pary wodnej, czy nawet wiatru. Gdy mamy już uformowane naczynie (polane specjalną polewą z tlenku ołowiu) wkładamy je do pieca.

Dobry piec musi stać w pomieszczeniu, mieć otwory, przez które można podejrzeć wypalane naczynia, a także wytrzymać temperaturę ponad tysiąca stopni. Co ciekawe, gliniane naczynia rozgrzane do takiego stopnia są przezroczyste niczym szklanki.

– Można wtedy przez nie patrzeć, są niczym żelazo w kuźni – mówi pan Maśny. Gotowe naczynie po ostygnięciu może uzupełnić naszą kuchenną zastawę lub ozdobić pokój.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


1 + 5 =

 Pozostało znaków

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Reklama

Reklama

E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta
E-Ryki, Portal Nowoczesnego Miasta
Reklama
Reklama
Reklama

Pomysł na biznes

Szukaj w serwisie

Reklama